Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów w hołdzie heroicznej odwadze polskich cichych bohaterów

Fot. Yad Vashem

24 marca, w rocznicę rozstrzelania rodziny Ulmów z Markowej, obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką. Stanowi on wyraz hołdu dla tych, którzy w trudnym okresie okupacji niemieckiej, mimo grożącej kary śmierci, zdecydowali się pomóc współobywatelom narodowości żydowskiej.

Dzień ten ustanowiono – jak zapisano w treści ustawy – „w hołdzie Obywatelom Polskim – bohaterom, którzy w akcie heroicznej odwagi, niebywałego męstwa, współczucia i solidarności międzyludzkiej, wierni najwyższym wartościom etycznym, nakazom chrześcijańskiego miłosierdzia oraz etosowi suwerennej Rzeczypospolitej Polskiej, ratowali swoich żydowskich bliźnich od Zagłady zaplanowanej i realizowanej przez niemieckich okupantów”.

Święto to jest wyrazem czci dla wszystkich Polaków, którzy, okazując miłosierdzie i współczucie, pomagali Żydom systematycznie mordowanym przez niemieckich oprawców. Motywacja, jaka przyświecała tym cichym bohaterom, była różna. Jedni czynili to ze względu na miłość bliźniego czy naukę Kościoła. Inni kierowali się obywatelskim obowiązkiem czy zwykłą ludzką przyzwoitością. Niezależnie od intencji każdy przejaw pomocy świadczonej ukrywającym się Żydom stanowił akt największego heroizmu, zważywszy na grożącą za to karę śmierci, ustanowioną przez Niemców na terenie okupowanej przez nich Polski.

„Niemcy mieli świadomość, że bardzo wielu Żydom udało się zbiec i uniknąć deportacji do obozów koncentracyjnych lub zagłady oraz, że spora liczba Polaków udzieliła im pomocy w różnej formie. Podjęli więc działania aby przerwać te kontakty i zamordować wszystkich Żydów (głównego „wroga” według ideologii nazistowskiej) znajdujących się poza tzw. miejscami wydzielonymi. W tym celu wprowadzili wspomnianą karę śmierci dla Polaków za jakąkolwiek pomoc Żydom” – powiedział w rozmowie z „Schuman Optics Magazine” dr Mateusz Szpytma, zastępca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. „Działali przy tym dwutorowo. Z jednej strony niemiecka policja (głównie żandarmeria) bez żadnej tajemnicy, publicznie na oczach innych mieszkańców, mordowała całe rodziny (niekiedy wraz z sąsiadami, którzy nie donieśli o ukrywaniu) i paliła ich zabudowania (głównie na obszarach wiejskich), aby zasiać strach i sparaliżować wolę pomocy Żydom, a w innych przypadkach ta sama żandarmeria czy gestapo na podstawie indywidualnej decyzji dowódcy akcji aresztowało polskich ratowników i oddawało pod okupacyjne Sądy Specjalne (Sondergerichten)” – dodał.

Polacy jednak ratowali życie swoich żydowskich sąsiadów bez względu na grożące niebezpieczeństwo. Pomoc, udzielana mimo codziennej trwogi okupacyjnego terroru, miała charakter zarówno indywidualny, jak i instytucjonalny – przykładem tej drugiej była działalność Rady Pomocy Żydom „Żegota”, tajnej organizacji afiliowanej przy polskich władzach. W pomoc Żydom zaangażowani byli również polscy dyplomaci. Mniej więcej od początku 1941 aż do końca 1943 roku nieformalna grupa polskich dyplomatów z poselstwa RP w Bernie oraz przedstawicieli organizacji żydowskich na czele z Aleksandrem Ładosiem, posłem RP w Szwajcarii, działała na rzecz ratowania europejskich Żydów. Członkowie tzw. „Grupy Ładosia” nielegalnie kupowali, sporządzali oraz dostarczali osobom zagrożonym zagładą sfałszowane paszporty oraz poświadczenia obywatelstwa czterech państw Ameryki Południowej i Środkowej – Paragwaju, Hondurasu, Haiti i Peru. Miały one chronić osoby pochodzenia żydowskiego przed wywózką do obozów śmierci.

Pomoc polskiego Kościoła

W pomoc Żydom aktywnie angażowali się również polscy duchowni i siostry zakonne, mimo że sami cierpieli prześladowania ze strony Niemców – byli mordowani lub zamykani w obozach koncentracyjnych. Jak ustalił ksiądz Franciszek Stopniak, w akcji pomocy Żydom brało udział 769 księży (w tym 17 biskupów), zakonnic i zakonników w 389 miejscowościach w Polsce. Z kolei z badań przeprowadzonych przez dr Ewę Kurek wynika, że polskie zakonnice uratowały ok. 1,5 tys. żydowskich dzieci, a w akcję tę było zaangażowanych ponad 200 domów zakonnych. Badania przeprowadzone w ramach projektu „Księża ratujący Żydów”, mówią o niemal 1000 kapłanów zaangażowanych w różnego rodzaju pomoc obywatelom polskim żydowskiego pochodzenia w czasie okupacji niemieckiej. Z tej liczby hitlerowcy zamordowali 150 księży.

Jak wskazuje IPN, wielu księży diecezjalnych angażowało się w pomoc Żydom za wiedzą i aprobatą przełożonych. Podczas badań ustalono, że na 20 biskupów rzymskokatolickich, którzy po wrześniu 1939 r. pozostali w swoich diecezjach, 16 było w sposób pośredni lub bezpośredni zaangażowanych w taką pomoc – wśród nich m.in. ordynariusze Krakowa, Lwowa (łaciński i greckokatolicki), Lublina, Sandomierza i Przemyśla. Biskupi zezwalali na wystawianie fałszywych dokumentów kościelnych, w tym metryk chrztu, apelowali o udzielanie pomocy potrzebującym, sami czynnie się w nią włączając. Arcybiskup Bolesław Twardowski przechowywał w swojej siedzibie we Lwowie żydowską rodzinę. Z kolei arcybiskupowi krakowskiemu Adamowi Sapiesze zawdzięczamy to, że Pius XII w 1942 r. w orędziu na Boże Narodzenie nazwał oprawcami tych, którzy zdecydowali się na mordowanie ludzi tylko ze względu na ich rasę, narodowość i wyznanie. Papież tymi słowami jednoznacznie potępił Holocaust oraz niemieckich oprawców.

Polacy ratujący Żydów byli, są i powinni być wzorem i inspiracją – to nie tylko prawie 7 tys. znanych z imienia i nazwiska bohaterów, upamiętnionych przez izraelski Instytut Yad Vashem. To również tysiące rodaków, którzy pozostali anonimowi bądź nie otrzymali tego odznaczenia. Dziś, po dekadach, nie sposób ustalić ich personaliów.

„Yad Vashem ma swoje, dosyć rygorystyczne kryteria. Jednym z nich jest konieczność złożenia świadectwa przez uratowanych Żydów. A wiemy, że bardzo wielu z tych, którym pomagano, zginęli. Gdy mordowano Polaków za ukrywanie Żydów to oczywiście ginęli i ukrywani. W tych przypadkach trudno wiec o żydowskie świadectwo. Wielu Żydów po wojnie miało w sobie tak wielką traumę, że nie chcieli w żaden sposób wracać do tych historii. Dlatego ważne są też badania innych ośrodków. W Instytucie Pamięci Narodowej podjęliśmy próbę ustalenia nazwisk Polaków ratujących Żydów i wiemy, że więcej niż 11 tysięcy nazwisk raczej nie uda się nam zgromadzić, a niektóre z szacunków mówią, że tych, którzy pomogli było co najmniej dziesięć razy więcej” – wyjaśniał dr Szpytma.

Niemcy rozstrzeliwali lub palili żywcem

Historia mordu na Polakach ukrywających Żydów w Ciepielowie i Rekówce stanowi jedynie jeden z wielu przykładów bestialstwa Niemców. U Adama i Bronisławy Kowalskich ukrywali się Elka Cukier i Berek Pinchas (Pinechas), syn krawca. Piotr i Helena Obuchiewiczowie pomagali m.in. właścicielowi zakładu czapniczego w Ciepielowie (wkrótce ukrywający się wrócili do lasu). Kosiorowie z Ciepielowa ukrywali dwóch nieznanych z nazwiska Żydów. U Kosiorów i Skoczylasów w Rekówce przez tydzień przebywały dwie Żydówki z Ciepielowa, następnie czterech Żydów. Nie jest jasne, w jakich dokładnie okolicznościach Niemcy dowiedzieli się o ukrywających. Najprawdopodobniej nastąpiło to wskutek donosu. We wczesnych godzinach rannych 6 grudnia 1942 r. gospodarstwa Kowalskich, Obuchiewiczów i Kosiorów w Ciepielowie zostały otoczone przez niemieckich policjantów z posterunku w Górkach Ciepielowskich. Obława trwała kilka godzin. Wówczas rozegrał się dramat. Wczesnym popołudniem Niemcy rozstrzelali Kosiorów razem z dwoma ukrywającymi się Żydami, a następnie spalili gospodarstwo. Na ten sygnał inni Niemcy zabrali Kowalskich do domu Obuchiewiczów.

„Całą rodzinę wiedli do Obuchów. Na przedzie szedł wuj Adam, trzymając za ręce chłopców ‒ Heńka i Stefana, jak to z nimi czasami na spacer wychodził, tylko głowa mu ku ziemi obwisła i nogami bezsilnie powłóczył. Za nimi ciotka Helena tuliła w ramionach maleńkiego Tadka, a za matką szły Janka i Zofia” – wspominała ostatnie chwile swoich krewnych Maria z Mirowskich Bielecka, siostrzenica Adama. Rodzinę kordonem obstawiali członkowie plutonu egzekucyjnego.„Ciotka odwróciła głowę w stronę naszych okien. Pewnie chciała pożegnać nas spojrzeniem, ale Niemiec zdzielił ją w kark kolbą karabinu, że omal nie zaryła twarzą w brudny, zdeptany śnieg. W drzwiach chaty Obuchów oderwała Tadzia od piersi, jakby chciała go podać Niemcowi, zapewne błagała o zmiłowanie dla maleństwa. Pchnął ją Niemiec tak silnie, że od futryny drzwi się odbiła i runęła gdzieś za próg chałupy. Drzwi dokładnie zamknęli, klamkę drutem unieruchomili” – relacjonowała.

Maria Bielecka zeznała, że obie rodziny spalono żywcem. Inne świadectwa wskazują, że zostały rozstrzelane przed budynkiem, a następnie ich ciała wrzucono do wnętrza, które zamknięto i podpalono. Najprawdopodobniej Niemcy nie zamordowali od razu wszystkich dzieci. Pozostawili je niedobite, by spłonęły. Jance, córce Kowalskich, udało się wydostać z płonącego budynku. Została jednak zastrzelona w trakcie ucieczki, a jej ciało wrzucono z powrotem do środka.

Do rangi symbolu niemieckich zbrodni, dokonanych w odwecie za ratowanie Żydów, został wyniesiony tragiczny los Ulmów z Markowej na Podkarpaciu, zamordowanych przez Niemców 24 marca 1944 r. Tego dnia życie stracili Józef Ulma, jego ciężarna żona Wiktora, ich szóstka małoletnich dzieci, a także ośmioro ukrywanych przez polską rodzinę Żydów z rodzin Didnerów, Grünfeldów i Goldmanów. Śmierć poniosło także dzieciątko, które dorastało pod sercem będącej w ciąży Wiktorii Ulma. Papież Franciszek zdecydował o beatyfikacji Józefa i Wiktorii Ulmów i ich siedmiorga dzieci. Uroczystości beatyfikacyjne odbędą się 10 września w Markowej. Mszę beatyfikacyjną w dawnym domu Ulmów odprawi szef watykańskiego Urzędu ds. Kanonizacyjnych kardynał Marcello Semeraro.

AW

Źródło: IPN, POLIN, Schuman Optics Magazine

Skip to content